Praca

strona

Urząd Skarbowy, jak cudownie to brzmi…. 

No bo co płakać mam? Bo Urząd Skarbowy to przecież placówka przyjazna, nie?

Celem uniknięcia nieprzyjemności pozwolę sobie na unikanie danych szczegółowych, używanie fachowego nazewnictwa, i innych nazw własnych”

„Procedura” ciągnie się x lat… jedno, drugie, trzecie zaświadczenie o niezaleganiu wzięte, podstemplowane, podpisane. Jednak co za często to nie zdrowo, więc czwarty raz nie będzie tak łatwo. Bo jak Tobie zależy to ONI znajdą, nawet jak nie ma!

Elegancko złożona deklaracja jak to na porządnego przedsiębiorcę przystało. Wpływa decyzja, następnego dnia wpłata leci do US, a zaświadczenia nie ma. Chwila, chwila  przecież jest jeszcze zaległość… No bo zaliczki, no i one w sumie są już nieważne i nieaktualne, ale zapłacić odsetki trzeba, no dobra no to jak trzeba to z urzędem się nie dyskutuje.

Przewalasz stosy pism, wezwań, postanowień uzasadnień z Urzędu, a€“le jasnej cholery gdzie jest ta jedna nieszczęsna decyzja? A no gdzie? A no nie ma! Bo urząd ma dużo pracy i nie wysłał jeszcze takiego zawiadomienia. Ale Ty musisz zapłacić bo (fakt, faktem) Miła Pani w urzędzie uznała ze takie coś jest. No dobra, tylko kiedy Miła Pani wyśle takie pismo, a no Miła Pani nie wie kiedy to zrobi  no bo już raz mówiła ze ma dużo pracy.

Więc jak miła Pani, mówi przez telefon ile trzeba zapłacić i chcesz dostać kartkę A4 ze stemplem i podpisem, że nie zalegasz no to musisz zapłacić, chyba że poczekasz nie wiadomo ile i kolejne kwoty wzrosną bo czegoś teraz nie doliczyli!

Urząd Skarbowy, to nie byle bzik…

Ale lubię swoją pracę!

Pozdrawiam ZET.

linia_pioro

O różnicach między ogłoszeniem o pracę a rzeczywistością, czyli jak pracodawcy mydlą nam oczy.

Czy Ty, też masz takie szczęście jak Zagospodaruj?

Piękne ogłoszenie, ogłoszenie marzeń, może nie do końca spełniasz wszystkie wymagania, ale co tam wysyłasz swoje CV, swoje dane osobowe.

I nagle dzwonią! Hell yeah! Tyle radości!

Zakładasz te nieszczęsne pantofle (wszyscy kochamy te pęcherzyki na stopach) na dworze 30 stopni w cieniu, ale zakładasz ta białą koszule, ciemny dół  i lecisz.

Przychodzisz sporo przed czasem, w recepcji czeka już kilka osób, ale w sumie nie wiesz czy oni na rozmowę, czy po co? Jakiś zwykły T-shirt, porwane jeansy i trampki – kultura ubioru przede wszystkim!

No ale dobra, okazuje się, że to Twoi konkurenci. Nno i za sam stosowy ubiór jesteś trochę do przodu.

A czego się Zagospodaruj nauczyło na ostatnie rozmowę?

ZAWSZE ZABIERAJ ZE SOBNĄ OGŁOSZENIE NA KTÓRE APLIKOWAŁEŚ.

Rozmowa bardzo miła i sympatyczna, błyskotliwie odpowiadasz na wszystkie pytania i widzisz jak kąciki ust rekrutera podnoszą się ku górze z serdeczności i zadowolenia z Twojej postawy. A tu nagle baaaaaaaah. Jak grom z jasnego nieba spada na Ciebie, informacją którą wypowiada rekruter „nazwa stanowiska w firmie”. Zaczynasz się zastanawiać, o co chodzi? Czy jestem w dobrym miejscu? Chwila chwila, co jest grane?

Zagospodaruj nauczone doświadczenie, (rozmowa to rozmowa, dwie strony maja prawo zadawać pytania – bo przecież głupich nie ma)

Więc pyta: Czy dobrze zrozumiałem? „Nazwa stanowiska w firmie” przecież moja aplikacja była odpowiedzią na „nazwa stanowiska2”.

Lekki uśmiech z twarzy rekrutera powoli zaczyna znikać,  ale wybrną nie można mu tego zarzucisz, wiec się uspokajasz i kontynuujesz kreatywną rozmowę, a tu nagle baaaaaaaah  (znowu się pojawia niezgodność)

Nagle okazuje się, że rodzaj umowy zatrudnienia jest zupełnie inny niż było wspomniane… i burza leci dalej… wynagrodzenie nie stale a prowizyjne, tak samo jak godziny nagle okazują się być elastyczne, do tego dołóżmy jeszcze prace w weekendy i własny samochód. Praca idealna!

W wolnej chwili wyciągasz wydrukowane ogłoszenie, które wystawiła dana firma, i zaczynamy analizować każdy punkt.

Rekruter się tylko uśmiecha, w zasadzie nie komentuje, ale od razu zaprasza na kolejny etap podtrzymując stanowisko „Nazwa stanowiska w firmie”

Z uśmiechem informujesz ze przemyślisz sprawę i się skontaktujesz. Promienne do usłyszenia i wychodzisz z pięknego klimatyzowanego biura!

Na dworze patelnia, wszystko się do Ciebie klei, a na odciskach już dano nie ma skóry!

I jaki cel takiego działania?

Obie strony tracą dużo czasu, cennego czasu.

My zdobywamy doświadczenie w kolejnej rozmowie, a firma zyskuje nasze dane osobowe.

Ah jaki fart! Wszyscy zadowoleni

Dziękujemy pracodawco!

linia_pioro

Praca pracą, ale wyżej tyłka podskoczyć trzeba.

Miało zaczynać się od innego wpisu, tak na wesoło, od najczęściej popełnianych wtop przez zagospodaruj. No ale weź mądry człowieku, jak idziesz na kolejną rozmowę, a tam nawlekają Ci makaron na uszy, mało tego – robią z ciebie debila!

Coś co sprawiło, że dziś dostaliśmy obuchem w łeb!

Krzyk wielki! Pomoc studentom w znalezieniu pracy na porządnych warunkach!

Znosimy umowy śmieciowe! Szał!

Ale zatrzymajmy się na chwilę, przy nich.

Dlaczego są proponowane częściej niż, umowy o pracę. No bo przecież, pracodawca nie ponosi dodatkowych kosztów. Studentowi to pasuje bo ubezpieczony jest w szkole. Czego chcieć więcej? Osoba powyżej 26 roku życia takie ubezpieczenie traci nawet gdy jest jeszcze studentem. PRACODAWCO!!!! Zatrudniasz na umowę zlecenie daj ciut więcej, co by sobie taki stary człowiek 26+ opłacił ubezpieczenie na własną rękę. Ok, rozumiem, pracodawca wyda więcej, ale to w dalszym ciągu mniej niż wszystkie zusy, srusy i inne takie przy umowie o prace Wilk syty i owca cała, prawda?

Z drugiej strony co ma począć taki pracodawca, jak nie obejść systemu! A wymyślili to nagle wszyscy i to takie proste, jak nie umowa zlecenie to umowa agencyjna o współpracę, i co? I jeszcze lepiej, pracodawca się nie martwi czy musi wypłacić swojemu podwładnemu pieniądze czy nie, po podwładny zarabia sam na siebie, baaaa, sam za siebie płaci składki, mało tego, szef już nie musi się zastanawiać ze 10 osób chce wziąć tego samego dnia urlop, bo szef jest tylko po to, żebyś pracował pod jego marką, pozyskiwał mu fundusze z których dostaniesz początkowo 40%. SZA-LEŃ-STWO!!!

Tak zakładasz działalność, ZUS, Skarbówka – ok początkowo jakieś max 500zł, ale potem 1100! Skąd pewność, że tyle zarobisz? Znikąd!

I bądź mądry człowieku, chciej zarabiać, pracować, opłacić dom,  utrzymać rodzinę?

Świetny pomysł, brawo!

Zlecenie, o pracę, o dzieło, czy własna działalność – i tak emerytury nie będzie!

To po co to jeszcze utrudniać?

My Zagospodaruj, już dawno zwątpiliśmy… ale poddać się nie poddamy!

Pozdrawiamy!

linia_pioro

Dlaczego pracodawcy nas nie lubią?

 

Pracodawca, pierwsza myśl, przełożony, koordynator, osoba kontrolująca, jak zwał tak zwał na pewno ktoś ponad nami.

W jakiejkolwiek firmie, gdzie odbywała się moja lub wasza rozmowa kwalifikacyjna, w 85% nie odbywała się ona z faktycznym szefem szefów, właścicielem firmy/placówki, czy menedżerem oddziału.

Czyż nie?

Przynajmniej moja kariera rekrutacyjna tak wyglądała. Zawsze pojawiała się a to rekruter, a to pracownik firmy – bo szef właśnie wyszedł, albo inny zastępca, dumnie nazywający sam siebie Dyrektorem, nie zastępcą dyrektora, nie wice dyrektorem, tylko „ja jako Dyrektor szukam osoby…” bla bla bla.

Nowością nie jest, że właściciel, czy główny dyrektor, szukają osób lepszych od siebie, czy też z większym potencjałem.

No bo jak ma się firma rozwijać, jak pan dyrektor prowadzący firmę lat 25, który idzie niby do przodu,  jeździ na szkolenia i inne rzeczy jak tak naprawdę, nie musi ogarniać najświeższych nowinek – bo po co? Jak zrobią na za niego ludzie. On musi znać, podstawy, on musi znać procedury i mniej więcej co z czym się je, ale nie po to zakładał firmę, żeby ślęczeć nad każdą kwestią. On teraz ma od tego ludzi.

Pan/Pani Dyrektor napracowali się przez pierwsze dwa lata, a w tym momencie ludzie zrobią to za nich.

Być może inni mają inne zdanie na ten temat i ja je szanuje, nie będę go podważać, bo może jeszcze się nie znam.

Opinie mam wyrobioną na podstawie wszystkich firm, w których dane było mi pracować.

Nie ważne jest to czy to korpo, czy prywaciarz wszędzie jest ten sam schemat.

W jednej z większych firm – korporacja (celowo nie podam nazwy firmy)

Ogłaszała konkurs wśród swoich pracowników, z atrakcyjnymi nagrodami!

Konkurs miał bardzo proste zasady. Uzupełniamy bazy danych! Dzwonimy, prosimy o aktualne dane, tłumaczymy po co, dlaczego i takie tam.

Zwycięzca konkursu uzupełnił setki danych, robił nadgodziny i takie tam! Wygrał, zasłużoną atrakcyjną nagrodę – pendrive (firmowego), długopis (reklamowy innej firmy) i lizaka!

Firma wygrała więcej! Aktualne dane i za atrakcyjną nagrodę zapłacił ze 3zł. Ja nie mówię, że to źle ale można było sobie darować info, ATRAKCYJNE nagrody.

Zwycięzca – frajer,  sam się tak nazwał.

Kolejny przykład, ta sama firma, ale już nie konkurs.

Firmie troszeczkę ukróciło, pracownicy stawali na rzęsach, żeby wyrobić targety, ale nic nie skutkowało. Dział od spraw planowania kampanii (wysyłka pism, smsów, kontaktu z klientem) tez dał za wygraną, więc stał się działem do spraw niepotrzebnych. Akcje które podejmowali, wołały o pomstę do nieba.

Więc co zrobił pa dyrektor?

Ogłosił wewnętrzną rekrutację! No to się pracownikom oczy zaświeciły a co, stanowisko kierownika piechota nie chodzi.

Pierwszym z etapów rekrutacji, było zaplanowanie kampanii (tak, zgadza się, zadanie odpowiedniego działu powołanego specjalnie do tego) uwaga, NA CAŁY ROK. Uwzględniając dosłownie wszystko, począwszy od treści nowych pism, po to kiedy i do kogo je wysyłać. Następnie treści smsów, analogicznie do pism, aż w końcu bezpośrednie telefony, typ rozmowy. Dosłownie wszystko.

Kandydatów zgłosiło się zaledwie ok 15 na prawie 300 osobową firmę.

Ale któż by się spodziewał, że w tej pięknej historii z możliwością awansu, w którą kandydaci zainwestowali swój prywatny czas po godzinach siedząc w domu, zabraknie happy end’u?

Niestety po nadesłaniu przed 15 kandydatów strategii działania, rekrutacja została zamknięta.

W treści @ z informacją o zamknięciu rekrutacji bez wyników, umieszczono powód, iż dyrektor podjął decyzję, że w chwili obecnej nie stać firmy na awans nawet jednego pracownika, a przesłane propozycje, zostaną rozpatrzone i wzięte pod uwagę w odpowiednim momencie.

 

Nikt z nas się nie zdziwił, że po tygodniu jedna ze strategii odniosła sukces zaraz po tym jak została wcielona w życie.

Z nieoficjalnych aczkolwiek wiarygodnych źródeł wiem, iż dział do spraw niepotrzebnych – dostał ładne premie za wyciągnięcie firmy z porządnego kryzysu.

Myślicie, że pracownicy grzecznie to przemilczeli, oooo nie, ale nikt się tym nie wzruszał, bo to korpo.

Nagle zaczęły się masowe zwolnienia, w pierwszej kolejności poleciały osoby NIEWYGODNE – czyli te które najgłośniej krzyczały i broniły swoich strategii wysłanych we wcześniej rekrutacji!

Przypadek? Nie sądzę.

 

W jednej z popularnych sieci gastronomicznych, w której przyszło mi pracować (ach boże co to był za czas)

Mój czas został na wstępie policzony. Niestety tak czasem bywa.

No bo jak świeżak, może pytać i to jeszcze właścicielkę, a co najgorsze jak może wytykać jej błędy? Jak może otwarcie powiedzieć, że czegoś nie umie, bo szanowna Pani Właściciel nie dała chwili na zapoznanie się chociażby z kartą. Masz tu fartuch, masz tu białą koszule, saszetkę i na sale. Działo się!

Ja nie mówię, że rzucanie na głęboką wodę, to jest złe i się nie da! Gówno prawda, w takich momentach da się najwięcej, ale MUSISZ no musisz mieć, coś/kogoś kto ewentualnie będzie ratował, no chociaż w pierwszych dniach.

Skacząc od Pani szefowej, do pracowników, prosząc o wskazówki, czy jakieś wyjaśnienie, krew w żyłach zamarzała od „wdzięcznych” spojrzeń. Wybór był trudny, z czyjej pomocy skorzystać?!?!?! SZOK! Mój czas w gastronomii nie trwał zbyt długo, ślicznie podziękowałam za współpracę, podziękowałam za świetną mobilizacje do pracy, zaplecze merytoryczne i całą resztę. Pani właściciel na tyle była w szoku, ze nawet mi nie podziękowała. Sympatyczna kobieta :D.

 

I w ten sposób przechodzimy do prywaciarzy… chyba moje ulubione przedsiębiorstwa. Podstawowa polityka, mało dać, dużo zabrać.

Chcemy usprawnić waszą pracę, żeby nasi klienci tez mieli szybkie rzetelne informacje dotyczące naszych działań – proszę zaprojektować aplikacje.

Lubisz bawić się programami graficznymi, masz sporo wolnego czasu, no to co? To działasz, wstawiasz jakieś tło, kilka kafelków, proste symbole, drukujesz i niesiesz.

Pokazujesz to co wykonałeś w swoim wolnym czasie i okazuje się, że to nie koniec, bo musisz jeszcze poprawiać swoją wizje, bo szefostwu nie bardzo widzi się Twoja opcja. (???) Poprawiasz, niesiesz, no żesz w dupę, jeszcze jakieś poprawki, tłumaczysz, że to mija się z celem bo masz na to silne argumenty, nie! Masz poprawić i tyle.

Zrobione, oddane – koniec, super – mówisz sobie, pierwszy i ostatni raz się wychylam. Jednak Twoje szefostwo ma inny pomysł, bo już wie, że coś tam udało Ci się naklikać, coś co miało ręce i nogi, to masz do wymyślenia NIESTANDARDOWĄ kartkę, okazjonalną dla klientów.

Wracasz do domu, Twoja druga połówka się wścieka, bo z jakiej racji zabierasz robotę do domu, w którym i tak jesteś sporadycznie?

Robisz tą pieprzoną niestandardową kartkę, niesiesz, źle, szefostwo sugeruje poprawki – tłumaczysz, że nie ma to najmniejszego sensu, bo już widzisz, że nie będzie to grało. Masz je nanieść i nic już nie gadać. Poprawki naniesione wysyłasz projekt, cholera okazało się, że racja była po Twojej stronie.

Sytuacja z kartką powtarza się kilkukrotnie w przeciągu całego roku, chcesz być miłym pracownikiem więc robisz! No bo co? Może docenią, nie?

Oczywiście, że nie!

To nic, że masz racje.

Suma summarum projekty kartki, które uwzględniały wszelkie uwagi wszechwiedzącego szefostwa, którzy z jakąkolwiek grafiką mają wspólnego tyle co słoń z baletem, nie wyglądała zadowalająco. Jednak nie było to chyba zbyt istotne skoro była ona za darmo i poszła do innych partnerów działających w całej Polsce.

linia_pioro

Każdy z nas szuka w życiu tego czegoś.

Nie ważne czy mówimy o idealnym smaku, wymarzonej pracy czy oddawaniu się swojemu hobby.

Ja szukam cały czas.

Nie znam się na modzie, nie wiem jaki kolor w tym sezonie jest modny – to istne szaleństwo, a czego już nosić się nie powinno. Taki ze mnie zwykły szary człowiek, który żyje sobie z dnia na dzień i wyszukuje pozytywnych aspektów.

Czasem się denerwuje, a czasem podchodzę to wielu rzeczy po prostu ironicznie. No bo weź i nie bądź cholerykiem jak planujesz wyjazd z półrocznym wyprzedzeniem, a tu 15 stopni, no szok! Przynajmniej nie grozi nam udar słoneczny, nie?

Wspomniałam tu o hobby, kurczę no to jest akurat w moim przypadku trudny temat. Gdzieś tam głęboko we mnie siedzi jeszcze nostalgiczne wspomnienie o tanecznym epizodzie w moim życiu, no ale weź i weź, wspomnienia są, a kalendarz przypomina mi, Twój czas minął – hmmm jakieś 7 lat temu ?!?!?!?!

Więc wpadł mi w ręce aparat fotograficzny, o jaaaa, teraz to ja już rozumiem, czemu są odpowiednie szkoły fotograficzne, a zrobienie dobrego selfie to nie lada wyczyn! Szacun dla wszystkich, którzy to potrafią. Przesłony, ogniskowe, szumy, balans bieli – no trochę tego jest. Trochę się tym bawię, raz wychodzi lepiej a raz gorzej.

Niestety z uwagi na możliwości finansowe (a jakie możliwości finansowe może mieć student?), można było sobie pozwolić na lustrzankę najniższego szczebla – ale zawsze lustrzankę. No, ale czego ja narzekam i tak śmiało mogę powiedzieć, że należę do grupy szczęśliwców, bo  większość z naszego środowiska robi zdjęcia kalkulatorem. Nie mam nic przeciwko oczywiście, bo świetne zdjęcie można zrobić nawet lichym sprzętem. Liczy się uchwycony moment, a resztę można zrobić w programie.

I tak chodzę i pstrykam…. Pstrykam to jest świetnie określenie, bo fotografowaniem tego jeszcze nazwać nie można.

Właśnie z uwagi na te możliwości finansowe, wzięła się moja przygoda z poszukiwaniem pracy. Gdzie można było tam została z mojej strony podpisana umowa, przygody z przeróżnymi firmami, na przeróżnych warunkach trwały raz krócej, drugi raz dłużej….

I właśnie w tym miejscu, chce przekazać kilka moich spostrzeżeń, kilka śmiesznych i żałosnych sytuacji, chce przedstawić swój punkt widzenia.

Chce opowiedzieć swoją przygodę o wszystkim i o niczym – czyli jak nie dać się zwariować.

Jedna sytuacja rodzi drugą, a poprzednia uczy reakcji na następną i tak to się toczy.

Różne firmy, każda z innej branży, moje CV kupy to się nie trzyma, no ale o szczegółach może następnym razem.

Pozdrawiam.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Praca

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s