Wszystko i nic

strona

Bo przecież…

Bo przecież nie wypada mówić, że jest coś nie tak…. Masz przecież tak dużo, a w dalszym ciągu to nic.

Próbujesz zadowolić innych i na innych zrobić wrażenie, zapominając o samym sobie… gubisz się, sukcesywnie tonąc w oczekiwaniach i wyobrażeniach… Wydaje Ci się, że zaczynasz robić coś dla siebie, ale w pewnym momencie wiesz, że to tylko złudzenie, bo dalej czekasz na reakcje otoczenia. Wszystko zmieniło swoją wagę, wszystko zmieniło swoje priorytety. Nie ma już Ciebie, a nawet jeżeli ktokolwiek zaczyna dostrzegać Twoje starania t i tak doszukujesz się krytyki i kolejnych oczekiwań którym tak czy inaczej nie sprostasz.

Wieszasz poprzeczkę jeszcze wyżej i znów porażka… bo jak przeskoczyć coś co jest wysoko nad głową bez porządnego rozbiegu? Bez skoczni?

Krzyk, płacz… ale czy o to chodzi?

I mimo, że wiesz, że swoim zachowaniem niszczysz innych – tak znów myślisz o innych, doskonale wiesz ze musisz poczuć się dobrze sam ze sobą.

Budzisz się mówisz sobie, przez zaciśnięte zęby, że dziś to wszystko trzeba zmienić. Odkurzysz aparat przykleisz uśmiech numer 5  twarz i wyjdziesz do ludzi tak jak rok temu.

Bierzesz kartkę i długopis i okazuje się, że nie jesteś w stanie nic napisać. Chcesz z kimś pogadać, ale po co komukolwiek zaprzątać głowę.

Stajesz się egoistką, do każdego zdania dodajesz „JA”, co się dzieje? W pewnym momencie słyszysz: „ja nie umiem”, „ja nie mogę”, „ja nie dam rady”, „ja mam dość” i znów zataczasz koło

I ostatni etap… nie ma żadnego ja, nie ma żadnych zachcianek, nie ma marzeń, nie ma pasji, robisz to co musisz, we własnym zakresie w zasadzie nie włączając żadnych emocji, ani pozytywnych ani negatywnych… a potem co? A potem to już nawet nie ma oczekiwań wszystkich dookoła, nie ma czego żałować, jak się nie może spełnić marzeń, i nie boli jak kolejny raz z czegoś rezygnować.

Jest jedna rzecz do której musisz się dostosować …. Bo to miał być Twój dzień … miał być TWÓJ, ale musisz, musisz się dostosować…

Bo po każdej burzy wychodzi słońce, to może i tym razem tak będzie…. I podobno nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.

Dalej trzeba będzie udawać bo tak wypada, a może kiedyś po prostu się do tego przyzwyczaimy?

Pozdrawiam ZET.

linia_pioro

Mały powrót w skromnym stylu

Czasem za bardzo czegoś chcemy i to potrafi doprowadzić do zguby. Wielkie oczekiwania dotyczące naszej przyszłości, zaburzają teraźniejszość. Skupiając się na  tym co chcemy osiągnąć, zostawiamy miejsce w którym właśnie się znajdujemy. Nie tylko nie zauważamy, tego co nas otacza, ale także odtrącamy ludzi którzy są obok nas.

A gdyby się tak zatrzymać, a gdyby zastanowić się przez moment, nad tym co do tej pory osiągnęliśmy. Nie mowa tu o rzeczach materialny tj. dom, samochód, nowe ubranie czy inny techniczny gadżet.

Skupmy się ta ludziach, na emocjach?

Okazuje się nagle, że to co jest teraz, nie jest w cale takie złe i to, że są  ludzie na których zawsze można liczyć. To, że zamknęliśmy się w domu na cztery spusty, nie odstraszyło tych którzy faktycznie chcieli być przy nas.

Okazuje się też, że to nie słowo „będzie dobrze” jest kluczem pociechy, a „ja pier*ole, jaka masakra, 5x czysta raz pod pomarańcze i reszta pod cytrynę” . Morał jest prosty, nie potrzebujesz dennych słów, które w większości nie mają najmniejszego pokrycia. Nie liczą się w sumie żadne słowa, poza tym że są obok nas osoby które na moment pozwalają Ci wyjść z cienia, zapomnieć o niepowodzeniach i pokazują, że warto iść przed siebie z dumnie uniesioną głową.

Pierwsze kroki zazwyczaj są trudne. W momencie kiedy je już zrobisz okazuje się, że to nie boli, a najważniejsze, że był przy Tobie ktoś kto z jednej strony podał Ci rękę i pociągnął a z drugiej strony kopną w dupę i nie było już odwrotu.

W pewien sposób, warto zapomnieć o przyszłości, a nie poświęcać na nią całą teraźniejszość.

Zagospodaruj jest świetnym dowodem

Ponad 3 miesiące szukania satysfakcjonującej posady. 17 z 27 rozmów kwalifikacyjnych. I nic, cisza, dno, wodorosty.

A dupie z tym wszystkim, koniec wysyłania po 15 CV dziennie, nawet tam gdzie nas nie chcą.  Zapominamy! Przecież tyle innych wyzwań przed nami.

Nowa uczelnia, nowy kierunek, nowi ludzie, nie może być źle.

Trah… Uczelnia to jakaś porażka, kierunek tak samo beznadziejny jak wyglądał na początku, a ludzie… szkoda gadać.

I wraca do Ciebie – beznadzieja!

Słysząc pytania: „I jak tam z robotą?”, „Jak tam szkoła?”, „Zadowolony?”

Początkowo śmiejesz się nerwowo i odpowiadasz „A jak ma być, masakra jak wcześniej? Po czym okazuje się, że ten śmiech wcale nie jest nerwowy, a Ty potrafisz śmiać się z tak beznadziejnej sytuacji, bo to przecież, aż komiczne, że tak może w życiu nie wychodzić”

Bo przecież robisz tyle ile w tej kwestii możesz.

Aż pewnego dnia dzwoni telefon. Z drugiej strony słychać przemiły głos „Dzień dobry nazywam się XYV, dzwonię z firmy ABC. Czy mam przyjemność z Zagospodaruj?”  – podpisujesz umowę.

A to wszystko  w momencie gdy tak naprawdę już sobie odpuściliśmy.

Czyli naszym pragnieniom też trzeba dać chwilę wytchnienia, żeby miały czas się poukładać.

Chodź z drugiej strony, może były potrzebne te 2 tygodnie oderwania od rzeczywistości oderwania się od ludzi. Dwa tygodnie wegetacji, płaczu i odepchnięcia od siebie wszystkich. Wszystko dzieje się po coś. I na pewno inni mają większe problemy. Jednak każdy powinien mierzyć je swoją miarą. A przyjaźń i prawdziwe wsparcie, znajdziesz tylko w tych, którzy będą w stanie to zrozumieć, nie podważając Twoich uczuć.

Teraz śmiało mogę powiedzieć, że powoli stajemy na nogi. Powoli umiemy szczerze cieszyć się z tego że zaczyna się coś układać.

A najważniejsze jest to, że są osoby które cieszą się Twoim szczęście i potrafią kibicować, bez względu czy to tylko Twoje ślepe zauroczenie powodzeniem czy faktycznie strzał w tarcze ze spełnieniem marzeń.

I mimo świadomości, że to nie rozwiązuje wszystkich problemu i nie zmienia to diametralnie światopoglądu. Gdzieś tam tli się promyk nadziei, że powoli wszystko będzie się układało. Bez względu na to czy będzie się układało tak jak chcemy czy porostu JAKOŚ.

Zagospodaruj, nie chciało tu wracać i nie wiem jak to będzie.

Jednak w tym miejscu pragnę podziękować wszystkim, którzy ze mną byli, są i będą.

Podziękować wszystkim tym, którzy wspierają, którzy wierzą.

Podziękować wszystkim tym którzy pozwalają zapomnieć o niepowodzeniach, ale nie pozwalają zapomnieć o sobie!

To wszystko dzięki  wam, dzięki wam przypominam sobie jak cudownie jest stać na własnych nogach, jak wspaniale jest się śmiać, jak wielkie jest to, że można żyć pośród takich ludzi.

Bez was nic nie byłoby takie samo!

Dziękuje

linia_pioro

Radykalne zmiany.

Żyjesz sobie z dnia na dzień, pędzisz przed siebie oklepanym systemem praca – dom, dom – praca. Wyuczony organizm sam Cię budzi i sam kładzie Cię spać. Jak co rano budzisz się, Twojej drugiej połówki już nie ma, wychodzisz do pracy, ta sama droga, te same twarze spotykasz na ulicy, borykasz się z tymi samymi problemami. Wracasz do domu, kolejny dzień wyssał z Ciebie wszelkie pokłady energii, a miało być przecież tak cudownie. Zjadacie wspólny posiłek i półsłówkami rzucanie do siebie jak minął dzień.

Pewnego dnia otwierasz oczy, noc była spokojna, ale jednak coś jest nie tak. Wstajesz, standardowe czynności, kilka telefonów w między czasie. Wychodzisz…  znów, ta sama droga, te same twarze na ulicy. Starasz się wprowadzić trochę uśmiechu, jednak nikt Ci uśmiechem nie odpowiada. Wchodzisz do biura zaraz wyjazd. Mija cały schematyczny dzień.

Wracając do domu wiesz ze potrzebujesz zmian.

Podejmujesz decyzje o radykalnej zmianie – rezygnuje z wymarzonej pracy (tak przynajmniej wydawało się na początku), bo przecież znajdę coś lepszego. Coś co pozwoli pogodzić Ci życie prywatne z zawodowym, jednocześnie da Ci satysfakcje i możliwość rozwoju.

Mija tydzień, kilku potencjalnych pracodawców odpowiedziało na Twoje CV, niby fajnie, a jednak.

Mija drugi tydzień, dalej odpowiadają, jednak postanawiasz nie ładować się kolejny raz, gdy wiesz, że prędzej czy później i tak Cię rozczaruje.

Mija trzeci tydzień, Twój zapał gaśnie, a potrzeby i wymagania wzrastają… no cóż już taki człowiek jest.

Radykalna zmiana, nawał pracy, na który narzekaliśmy,  zamieniamy na kompletny brak obowiązków. (celowo pomijam tutaj obowiązki domowe – no bo co to za obowiązki w porównaniu z „MUSISZ ZROBIĆ TARGET”, „MUSISZ ZACHĘCIĆ WIĘCEJ OSÓB”, „NIE INTERESUJE MNIE TO, ŻE TO BEZNADZIEJNE, MASZ TO TAK PRZEDSTAWIĆ, ŻEBY BYŁO SUPER”).

W pracy źle, bez pracy jeszcze gorzej. Zawsze znajdzie się coś na co można ponarzekać.

Ale STOP.

Zacznijmy od początku, samemu zdecydowaliśmy o takim biegu wydarzeń, to czemu jest nam dalej źle?

Sami zdecydowaliśmy o tym, że będziemy szukać tyle ile będzie trzeba.

Sami postawiliśmy sobie bardzo wysoko poprzeczkę, więc czemu dziwimy się, że ciężko nam przeskoczyć?

Czasem lepiej poczekać, wierzyć i dążyć do spełnienia marzeń.

Określiliśmy się, wiemy co chcemy robić, jednak problem staje się większy, gdy ten potencjalny pracodawca nie daje Ci możliwości wykazania się a Ty wiesz, że potrafisz.

Co trzeba zrobić? Przebić się, niby trudne, a jednak nie.

Poświęćmy więcej czasu sobie, a taki moment przyjdzie niespodziewanie. Gdzie to właśnie nasza osoba zostanie wyłapana z pośród tłumu. To będzie nasze 5 minut, a żeby je wykorzystać, trzeba być gotowym teraz i już.

Niech każdy z nas zada sobie pytanie czy sam do siebie bym oddzwonił? Jak bym chciał, żeby mnie zapamiętali? Co bym zrobił?

Przygotowanie to podstawa, może to oklepany tekst, ale jak bardzo prawdziwy.

Także i ja pojawiam się tu nie bez powodu.

Czasem trzeba, coś napisać i spojrzeć na to z innej perspektywy.

A w jakim celu ma to zalegać na prywatnym dysku C, skoro ktoś może potrzebować właśnie takiego opisu sytuacji?

 Także, czas zakasać rękawy i działać!

Zawsze będziemy narzekać, zawsze znajdzie się coś, co nie będzie na pasowało. Wszelkie frustracje, też można wykorzystać na naszą korzyść tylko pomyślmy jak…

Życzę powodzenia i pozdrawiam

linia_pioro

Zabierasz ze sobą aparat, kawałek notesu i idziesz przed siebie.

Mieszkając w większym mieście nie uciekniesz od tego zgiełku, zaszywając się nawet w samym środku lasu, na ustronnej ławeczce i tak dociera do Ciebie szum jadących samochodów.

Niestety nie jesteś jedyną osoba, która miała taki sam pomysł jak Ty. Co jakiś czas przechodzą koło ciebie ludzie, którzy nagle ucinają swoja rozmowę tylko dlatego, że zobaczyli właśnie Ciebie.

Bo w jakim niby celu mają wtajemniczać obca osobę w swoja prywatna rozmowę? ( no bo faktycznie, dużo dałyby Ci dwa zdania wyrwane z kontekstu. Dziwne, ale prawdziwe)

Jednak widząc przechodzących ludzi mimowolnie uśmiechasz się do nich, pokazując tym samym po porostu mila reakcje, no bo jest tak pięknie, słonce świeci, lekki wiatr pomaga wytrzymać panujący zaduch, a ptaki gdzieś tam w konarach drzew wesoło podśpiewują.

Co dostajesz w zamian?  Krzywe spojrzenie, z wyrazem twarzy „tu siedzi jakiś psychopata, nie dość ze bez towarzystwa to jeszcze się uśmiecha, na pewno czegoś chce” co gorsza taka reakcja zauważalna jest w większości przypadków u ludzi młodych….

I dokąd zmierza to społeczeństwo?

No nic ja mam w sobie wystarczająco dużo szczęścia, uśmiechu i nie boje się dzielić, tym z innymi osobami.
Chociaż z drugiej strony, czy każdy musi mieć dobry dzień, wtedy kiedy ja?
Każdy tak ma, że w tych gorszych chwilach mkniemy przed siebie, nie zwracając uwagi na resztę świata.
Jednak świat może być lepszy jeżeli sami będziemy tego chcieli
Powinniśmy czerpać to całymi garściami, nie zważając na to co pomyślą inni…

i krótka fotorelacja z dzisiejszych spacerów:

DSC_0496DSC_0412DSC_0408DSC_0466 DSC_0440

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s